Panta rhei. O nietrwałości jako prawie istnienia

Nieustannie jesteśmy w ruchu, choć wydaje się nam, że stoimy w miejscu. Przekonani o stabilności rzeczy, ludzi, zjawisk – budujemy tożsamość na kruchym gruncie. Tymczasem wszystko płynie. Heraklit, wypowiadając słynne panta rhei, nie rzucał hasłem metaforycznym – opisywał rzeczywistość taką, jaka jest. Świat nie jest zbiorem stałych bytów, lecz procesem: nieskończoną, dynamiczną zmianą.

ulotność
fot. Elīna Arāja

Nietrwałość nie jest dramatem – jest warunkiem istnienia. Gdyby cokolwiek miało charakter absolutnej stałości, przestałoby być żywe. Wystarczy spojrzeć na własne ciało: w każdej sekundzie wymieniają się komórki, w ciągu życia wielokrotnie zmienia się jego skład, kształt, jędrność, zapach, ciężar. Zmiana nie przychodzi „kiedyś” – ona dzieje się nieprzerwanie. Nie jesteśmy tacy sami, jacy byliśmy jeszcze wczoraj. Nasze myśli są inne. Reakcje – nieco przesunięte. Nastrój – zmienny. Zmienność nie jest czymś, co od czasu do czasu „się wydarza”. Ona jest tłem, środowiskiem, prawem.

Mimo to próbujemy budować trwałość. Konstruujemy tożsamość, opierając ją na przeszłych doświadczeniach, osiągnięciach, przekonaniach. Mówimy: „taki jestem” – choć wszystko, co nas tworzy, jest w ruchu. Traktujemy to, co materialne, jakby było dane raz na zawsze. Wchodzimy w rytuały codzienności, które dają iluzję powtarzalności. Tymczasem każde danie smakuje inaczej. Każdy poranek pachnie innym światłem. Każda chwila istnieje tylko raz.

Ta ulotność bywa niepokojąca. Świadomość, że nic nie jest trwałe – że rzeczy znikają, miejsca się zmieniają, a my sami podlegamy dekonstrukcji – stawia nas w sytuacji bez oparcia. Jednak może to właśnie tu, w samym centrum niestabilności, zaczyna się prawdziwe spotkanie z rzeczywistością. Bo tylko wtedy, gdy nie oczekujemy trwałości, jesteśmy zdolni do rzeczywistej obecności. Tylko wtedy, gdy wiemy, że coś przeminie, jesteśmy w stanie to zobaczyć naprawdę.

nietrwałość rzeczy
fot. Helen Alp

Psychologia egzystencjalna wskazuje, że człowiek żyje w napięciu pomiędzy potrzebą bezpieczeństwa a faktem przemijalności. Wszystko, co zbudujemy – domy, kariery, idee – ulega stopniowemu rozpadowi. Każda forma ulega rozpuszczeniu. Każda struktura, choćby nie wiem jak solidna, podlega rozkładowi. Gdy próbujemy to zatrzymać, napotykamy cierpienie. Gdy się temu poddamy – pojawia się ulga. Nie w sensie rezygnacji, ale w sensie zgody na fundamentalną logikę rzeczywistości.

Nietrwałość rzeczy nie jest wadą świata. Jest jego wewnętrzną zasadą. I choć rozsadza nasze przywiązania, to jednocześnie otwiera na pewien rodzaj wolności – takiej, która nie zależy od tego, co „zostaje”, ale od tego, czy potrafimy widzieć to, co jest, zanim zniknie.

Gdy zbliżamy się do tej perspektywy, znikają pytania o sens stałości. Nie ma potrzeby, by rzeczy były niezmienne. Nie ma powodu, by zatrzymywać to, co z natury jest ruchem. Rzeczywistość nie potrzebuje być wieczna, żeby być głęboka. Jej wartość nie polega na trwaniu, ale na tym, że się wydarza – właśnie teraz, raz jeden, niepowtarzalnie.

Tym, co pozostaje, nie jest żadna konkretna forma. Pozostaje tylko świadomość ruchu. A może jeszcze coś więcej: cicha zgoda na to, że życie nie ma stałego kształtu – i właśnie dlatego jest prawdziwe. 

Dodaj komentarz

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top