Największe starcie, jakie toczymy w życiu, nie odbywa się między nami a światem.
Odbywa się wewnątrz – pomiędzy głosem, który wierzy w zagrożenie, a świadomością, która zna swoją nieskończoność.
W jednej z najstarszych tybetańskich przypowieści chiński dowódca wkracza do pustego klasztoru, z którego uciekli wszyscy mnisi poza jednym. Zaintrygowany pyta go, dlaczego nie ucieka. A potem, z butną pewnością człowieka, który wierzy, że władza oznacza absolutną kontrolę, mówi:
-Nie wiesz, kim jestem. Mógłbym bez mrugnięcia powieką ściąć ci głowę.
Mnich spogląda na niego spokojnie.
Nie ma w nim ani wyzwania, ani lęku.
Jest cisza – ta, która powstaje wtedy, gdy świadomość rozpoznaje swoją prawdziwą naturę.
– A ty nie wiesz, kim ja jestem.
Mógłbym bez mrugnięcia powieką pozwolić ci ściąć moją głowę.
Ten dialog nie jest o odwadze, lecz o prawdzie.
Dowódca mówi głosem ego – tym, które wierzy, że życie sprowadza się do formy, ciała, kontroli i zagrożeń.
Mnich mówi głosem świadomości, która wie, że ciało jest jedynie narzędziem, a prawdziwa istota człowieka nie może być zraniona, odebrana, ani zniszczona. To moment, w którym zderza się to, co skończone, z tym, co nieskończone.
W tym jednym momencie widać całą naturę rzeczywistości: to konfrontacja dwóch perspektyw: tej, która widzi zagrożenie w każdym ruchu świata – i tej, która widzi świat jako zjawisko, nie jako ostateczność. Świat może zabrać nam wszystko, co materialne, ale nie ma dostępu do tego, kim jesteśmy naprawdę.
To, co nazywamy wolnością, nie ma nic wspólnego z okolicznościami. Wolność w tym sensie nie jest celem, lecz faktem, zaczyna się wtedy, gdy przestajesz wierzyć w to, że twoja tożsamość kończy się na ciele, imieniu, historii, lękach i narracji, którą nosisz w głowie. Nie wynika z warunków, lecz z rozpoznania, że nic zewnętrznego nie jest w stanie zdefiniować świadomości, jeśli sama nie nada jej tych definicji. Tu kończy się lęk. Nie dlatego, że znika zagrożenie, ale dlatego, że znika identyfikacja z tym, co może być zagrożone. A wtedy słowa mnicha przestają być paradoksem – stają się opisem stanu, w którym nie ma już nic do obrony. I właśnie tam, w tej bezbronności, zaczyna się wolność, której nie da się odebrać. To jest prawdziwa natura- nie manipulowanie rzeczywistością, ale jej pełne zrozumienie: rzeczywistość reaguje na to, kim jesteś w środku, a nie na to, co robisz na zewnątrz.




