Czy dostrzegamy w swoim życiu dary losu?
Nie te spektakularne, oczywiste, po które sięga się bez wysiłku, lecz te ciche, niemal niezauważalne. Mikroprzesunięcia. Pozornie drobne zakłócenia biegu spraw, które w rzeczywistości przekształcają całą wewnętrzną strukturę człowieka.
Ile razy zdarzyło się tak, że coś się załamało.
Plan się rozpadł. Relacja pękła. Kierunek, który wydawał się jedyny możliwy, nagle okazał się ślepą uliczką. Powstała rysa – doświadczenie „nie tak miało być”. W pierwszym odruchu odbierane jako błąd, strata, porażka. Jako coś, co należałoby wymazać, co nie pasuje do narracji o sensownym życiu.
A jednak z biegiem czasu – czasem po miesiącach, czasem po latach – odsłania się inna perspektywa. Okazuje się, że inaczej być nie mogło. Że tylko przez to konkretne pęknięcie możliwe było zrozumienie czegoś istotnego. Że tylko w ten sposób człowiek mógł się wznieść na poziom widzenia, do którego wcześniej nie miał dostępu.
Co znamienne – żaden z nas nie wymyśliłby dla siebie takiego scenariusza. Nawet z najlepszymi intencjami. Zbyt niewygodny. Zbyt bolesny. Zbyt ryzykowny. A jednak to właśnie on staje się punktem zwrotnym.
Zbiegi okoliczności.
Pozorne zamieszania.
Dziwne manewry losu, które z perspektywy chwili wydają się chaotyczne, a nawet okrutne.
A potem przychodzi klarowność. Nie zawsze w formie olśnienia – częściej jako ciche, wewnętrzne „wiem”. Zmienia się cała struktura: sposób myślenia, reagowania, czucia. To, co kiedyś było bolesne, przestaje takie być. To, co niewidoczne, nagle staje się oczywiste, zrozumiale.
Człowiek zostaje ulepiony inaczej.
Nie w sensie radykalnej zmiany osobowości, lecz głębokiej reorganizacji. Widzi inaczej. Słyszy inaczej. Rozumie subtelności, których wcześniej nie był w stanie uchwycić. Psychologia mówi tu o posttraumatycznym wzroście – procesie, w którym kryzys nie tylko rani, ale też poszerza świadomość, wzmacnia tożsamość i porządkuje hierarchię wartości.
Filozofia podpowiada, że sens nie zawsze leży w wydarzeniu samym w sobie, lecz w tym, kim stajemy się dzięki niemu. Non ducor, duco – „nie jestem prowadzony, prowadzę”. Paradoksalnie jednak, by móc prowadzić siebie świadomie, najpierw trzeba doświadczyć momentu, w którym kontrola się rozpada.
Dary losu rzadko przychodzą w formie, jakiej byśmy chcieli. Częściej pojawiają się jako zakłócenie, które zmusza do zatrzymania się, przeformułowania sensu, porzucenia starej narracji o sobie. I dopiero wtedy okazuje się, że to, co wydawało się błędem w scenariuszu życia, było jedyną drogą do jego pogłębienia.
Per aspera ad astra – przez trud do gwiazd.
Nie jako banał, lecz jako opis realnego procesu: przejścia przez chaos ku bardziej zintegrowanemu, świadomemu istnieniu.
Cały obraz ujawnia się po. Długi czas po tąpnięciu.




