„Gdyby każdy zajmował się swoim życiem, nie miałby czasu krytykować cudzego” – to nie tylko popularna sentencja, ale też trafna diagnoza współczesnego społeczeństwa. Dlaczego tak chętnie wypowiadamy się na temat czyichś wyborów? Co sprawia, że uzurpujemy sobie prawo do oceny życia drugiego człowieka? I co właściwie mówi to o nas?
Mechanizm projekcji: krytyka jako lustro
Jedną z głównych przyczyn oceniania innych jest projekcja – przypisywanie innym tego, czego sami w sobie nie akceptujemy. Jak zauważa Carl Jung: „Wszystko, co nas drażni w innych, może prowadzić do zrozumienia siebie” (Jung, 1961). Krytyka często więcej mówi o osobie ją wyrażającej niż o tej, która jest jej obiektem.
Badania psychologiczne potwierdzają, że osoby z niską samoświadomością częściej projektują swoje niezadowolenie na otoczenie, zamiast zmierzyć się z wewnętrznym konfliktem. Krytykują nie dlatego, że mają rację – ale dlatego, że coś w ich świecie wewnętrznym domaga się uwagi. Psycholożka Kristin Neff ( 2003 ) w swoich badaniach nad współczuciem wobec siebie wskazuje, że niska akceptacja siebie jest jedną z głównych przyczyn surowości wobec innych.
Potrzeba kontroli i moralizowania
Wtrącanie się w cudze wybory często wynika z potrzeby kontroli. Jeśli czyjeś życie nie mieści się w naszym systemie wartości, chcemy je „naprawić”, dostosować do własnych norm – tak jakby to nasze były „lepsze”. To mechanizm obronny, który daje złudzenie porządku w świecie pełnym różnorodności.
Psycholożka Brené Brown w badaniach z 2012 podkreśla, że wstyd i osąd są społecznymi narzędziami do utrzymywania ludzi w ryzach. Moralizowanie staje się sposobem na podtrzymanie iluzji, że „dobrze” to tylko to, co znane i zgodne z naszym schematem.
Z perspektywy moralnej taka postawa może wynikać z braku ugruntowanej etyki wewnętrznej – opartej na wolności, godności i poszanowaniu granic drugiego człowieka. Człowiek moralnie dojrzały nie narzuca swoich przekonań, ale rozumie, że każda ścieżka ma swój sens i rytm.
Gdy nie zajmujesz się sobą, zaczynasz zajmować się innymi
Kiedy człowiek nie żyje w zgodzie ze sobą, nie rozwija się, nie słucha swoich potrzeb – ma ogromny głód porównań. Krytykowanie innych działa wtedy jak znieczulenie: łatwiej jest ocenić kogoś, niż zapytać siebie „czy żyję tak, jak chcę?”.
Zajęcie się swoim życiem to akt odwagi. To decyzja, że skupiam się na tym, co mogę zmienić – czyli na sobie. A wtedy naturalnie opada potrzeba komentowania cudzych dróg. Bo człowiek spełniony, zajęty swoją ścieżką, nie potrzebuje burzyć cudzej.
Dojrzałość emocjonalna polega na zdolności do autorefleksji, samoregulacji i empatii. Osoba dojrzała emocjonalnie nie potrzebuje potwierdzać swojej wartości przez ocenę innych. Rozumie, że emocje – zwłaszcza trudne – są sygnałem, nie wyrokiem. Umie je przyjąć i przekształcić, nie raniąc przy tym innych.
Wolność wyboru i szacunek do różnorodności

Każdy z nas kroczy inną ścieżką. Ma inne potrzeby, inne rany, inne marzenia. To, co dla jednego jest błędem – dla drugiego może być uzdrowieniem. Dlatego wypowiadanie się na temat czyjegoś życia bez pytania jest często przekroczeniem granicy.
Szacunek nie polega na aprobacie wszystkiego, ale na uznaniu prawa drugiego człowieka do wyboru. Do doświadczania świata po swojemu.
Z perspektywy duchowości – szczególnie tej rozumianej jako głębokie połączenie z samym sobą i z większym porządkiem świata – uznanie wolności drugiego człowieka to akt pokory. To zrozumienie, że każda dusza ma swoją lekcję i swoje tempo. Jak pisał Thomas Merton: „Miłość to pozwolenie innym, by byli sobą”.
Zanim ocenisz – zatrzymaj się przy sobie
Zanim wypowiesz ocenę, zatrzymaj się na chwilę. Zadaj sobie pytanie: Co we mnie uruchomiła ta sytuacja? Co naprawdę mnie dotknęło? Czy to, co widzę u drugiej osoby, nie jest przypadkiem odbiciem czegoś, czego nie chcę zobaczyć w sobie?
Ocenianie bywa odruchem – ale świadomość tego odruchu jest wyborem. Możesz wybrać, by spojrzeć głębiej. Może za tą krytyką kryje się nieoswojony smutek, lęk, niezrealizowana potrzeba? Im częściej kierujesz uwagę do środka, tym rzadziej musisz ją kierować na zewnątrz.
Bo największą siłą nie jest wpływ na innych – ale umiejętność poznania siebie. To tam zaczyna się prawdziwa wolność, zdolność do autorefleksji i uczciwego spotkania się z własnym wnętrzem, gdzie jest spokój, jasność i zaufanie do siebie. Gdzie przede wszystkim nie ma lęku ani winy.




