„Roma o morte” – Rzym albo śmierć. W „Wielkim pięknie” Paolo Sorrentino Rzym jest zarówno tłem, jak i metaforą, a śmierć – nie tylko końcem życia, ale i powolnym rozkładem złudzeń, który dotyka głównego bohatera, Jepa Gambardelli. Film ten to nie tylko opowieść o starzeniu się i przemijaniu, lecz także pełna melancholii podróż przez świat piękna, sztuki i pustki ludzkiej egzystencji.
Jep (w genialnej kreacji Toni’ego Servillo) to podstarzały dziennikarz i pisarz, który przed laty napisał jedną, wyjątkową książkę. Po jej sukcesie zamiast literatury wybrał życie towarzyskie rzymskiej elity – pełne blichtru, bankietów i rozmów, które są bardziej o niczym niż o czymkolwiek. Jep to uosobienie ironii – bystry, elegancki, błyskotliwy, lecz w gruncie rzeczy pusty. Swoje życie prowadzi jak spektakl, ale nie jest pewien, czy kiedykolwiek naprawdę odegrał w nim swoją rolę.
Jego refleksje są pełne zarówno sarkazmu, jak i głębokiej goryczy. Rozmawiając z przedstawicielami świata sztuki, polityki i Kościoła, demaskuje ich hipokryzję. W jednym z najbardziej pamiętnych dialogów bezlitośnie obnaża powierzchowność pretensjonalnej artystki, która twierdzi, że jej twórczość wypływa z bólu i zaangażowania. Jep kwituje to z ironicznym uśmiechem, przytaczając fakty z jej życia, które pokazują, że jest jedynie produktem własnej narracji.
Subtelność obrazu – Rzym jak żywe malarstwo
Sorrentino maluje Rzym jak największe arcydzieło – każdy kadr jest przemyślany, każdy ruch kamery podkreśla piękno i dekadencję miasta. Film otwiera się panoramą na Villa Borghese, po czym przenosi nas na ekstrawagancką imprezę na tarasie z widokiem na Koloseum. Sceny wąskich uliczek oświetlonych miękkim światłem latarni, pustych muzealnych sal i luksusowych apartamentów pełnych dzieł sztuki składają się na wizualny poemat o mieście, które jest jednocześnie wieczne i umierające.
Najbardziej sugestywne są jednak momenty ciszy – Rzym o świcie, kiedy miasto jest jeszcze uśpione, a Jep spaceruje po nim w samotności. To w tych chwilach jego myśli stają się najgłębsze, a iluzja życia, które prowadzi, zaczyna się rozpadać.

Wielkie piękno, którego nie da się uchwycić
Jep szuka „wielkiego piękna”, ale nie jest pewien, czym ono jest. Czy to sztuka? Czy to miłość sprzed lat, która nigdy nie wróci? A może to piękno tkwi w prostocie, w chwilach autentyczności, których w jego świecie jest tak niewiele?
Jego spotkania z ludźmi, takimi jak dawny przyjaciel, który prowadzi skromne życie poza elitami, czy święta kobieta, która nic nie mówi, lecz emanuje prawdziwą obecnością, stają się dla niego przystankami na drodze do refleksji. Ale czy na końcu tej drogi znajdzie coś więcej niż świadomość, że całe życie było spektaklem, który nie miał scenariusza?
„Wielkie piękno” to film, który nie daje jednoznacznych odpowiedzi, lecz zostawia widza z uczuciem tęsknoty – za czymś, co mogło być, a nigdy nie było. Jest jak list miłosny do Rzymu, do sztuki, do życia, którego nie sposób uchwycić. I w tym właśnie tkwi jego niezwykła siła.




