„Cléo od piątej do siódmej” – film o przewartościowaniu życia i wewnętrznym przebudzeniu

Agnès Varda, pierwsza dama francuskiej Nowej Fali, w filmie Cléo od piątej do siódmej (Cléo de 5 à 7, 1962) stworzyła dzieło niepozorne w formie, ale głęboko egzystencjalne w treści. To film, który pokazuje, jak dwie godziny – rozpięte między niepokojem a oczekiwaniem – mogą przynieść wewnętrzną rewolucję i przewartościowanie całego życia.

Cléo, młoda, piękna piosenkarka, czeka na wyniki badań lekarskich, które mogą potwierdzić diagnozę raka. Kamera towarzyszy jej niemal dokumentalnie – od momentu wróżby z kart tarota, przez kawiarnię, taksówkę, spacer po parku, aż po spotkanie z żołnierzem. Narracja toczy się w czasie rzeczywistym, co wzmacnia wrażenie obecności, zbliżenia do jej emocji i myśli.

Na początku obserwujemy kobietę zdominowaną przez lęk – nie tylko przed chorobą, ale przed przemijaniem, utratą urody i społecznego znaczenia. Cléo, otoczona przez ludzi, jednocześnie pozostaje samotna. Odbija się w lustrach i oczach innych, nie znając prawdziwego obrazu siebie. Wszystko zmienia się stopniowo, w miarę jak kontaktuje się z osobami spoza własnego, zamkniętego świata – modystką, kierowcą, aktorką, wreszcie żołnierzem Antoine’em.

Spotkanie z żołnierzem na ławce w parku, niemal pod koniec filmu, to moment przełomu. Antoine, który sam ma wrócić na front w Algierii, nie boi się śmierci – mówi o niej bez patosu. Ich rozmowa jest szczera, prosta, i zupełnie pozbawiona masek. Cléo po raz pierwszy od początku filmu przestaje być piosenkarką, kobietą do podziwiania – staje się po prostu osobą, człowiekiem, który czuje, słucha i chce zrozumieć.

Varda operuje językiem filmu w sposób wyrafinowany, lecz nienachalny. Wykorzystuje długie ujęcia ulic Paryża, światło naturalne, a także fragmenty subiektywne – takie jak wewnętrzny monolog bohaterki, które ukazują jej przemianę. To film nie tyle o wydarzeniach, co o wewnętrznych procesach – o tym, jak świadomość własnej śmiertelności może rozbić fasadę i otworzyć na życie bardziej prawdziwe.

„Cléo od piątej do siódmej” jest także filmem głęboko feministycznym – nie dlatego, że głosi hasła, ale dlatego, że pokazuje kobietę, która uwalnia się z roli obiektu. Cléo przestaje być widziana i zaczyna widzieć. Rezygnuje z teatralnych gestów, z udawanej kruchości, z potrzeby aprobaty. W finale filmu, mimo że nadal nie zna diagnozy, jest inna – spokojniejsza, bardziej obecna, gotowa na to, co przyniesie życie.

Film Vardy to przypomnienie, że czasem wystarczy moment niepewności, by otworzyć się na prawdę o sobie. To pochwała codzienności, zwyczajnych rozmów i przypadkowych spotkań – rzeczy, które w obliczu lęku zyskują nowy, często ocalający wymiar.

Dodaj komentarz

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top