Lato
Rozpoczęło się lato – zarówno to kalendarzowe, jak i obyczajowe. W powietrzu czuć zmianę, której nie da się pomylić z żadną inną porą roku. Dzień przesilenia letniego otwiera sezon wakacyjny, a wraz z nim – marzenia o odpoczynku, przygodach i chwilach pełnych prostego szczęścia.
Pola pszenicy są jeszcze zielone, ale już widać, że dojrzewają. Ziemia pachnie intensywnie – ciepło, żyźnie, prawdziwie. Powietrze drga od słońca, a noce są tak krótkie, że zanim zdążymy się nimi nacieszyć, już nadchodzi świt. Dni stają się długie, ciepłe i pełne światła, które zdaje się obiecywać wszystko, co najlepsze.
Nie ma znaczenia, czy ma się 10 lat, 40 czy 80 – lato to lato. Wakacje są dla wszystkich. Dla dzieci – to czas beztroski, rowerów, lodów i kąpieli. Dla dorosłych – moment, by zwolnić, pojechać gdzieś dalej za miasto, popływać na golasa lub po prostu przysiąść wieczorem pod drzewem i poczytać książkę.
Lato to także dźwięk. Dźwięk, który od lat jest niezmienny i wzruszająco znajomy – „Lato z radiem” i hejnał w południe, rozbrzmiewające jak dzwon codzienności i zarazem wakacyjnej beztroski. Gdziekolwiek jesteś – w altance na działce, na polu czy w drodze nad jezioro – ta melodia przypomina, że są wakacje.
Jeśli ktoś choć raz wstał przed świtem na wsi, zna to uczucie: chłód, który nie gryzie, tylko delikatnie otula. Powietrze gęste, jakby nasączone czymś więcej niż tlenem. Cisza i rosa – chłodna, niemal nieuchwytna. Przypomina, że noc jeszcze chwilę wcześniej obejmowała wszystko – zanim oddała światło dniowi. Przejście boso po wilgotnej trawie to doświadczenie niemal duchowe. Intymne. To moment, w którym człowiek nie tylko obserwuje świat, ale staje się jego częścią.
To czas, by po prostu być. Być obecnym. Wszystko cieszy.
Lato, wbrew pozorom, nie jest jedynie porą roku – to także pewien stan psychiczny. Symbolicznie i emocjonalnie niesie obietnicę zatrzymania, regeneracji i chwilowego oderwania się od schematów, w których funkcjonujemy przez większą część roku. Psychologia mówi wprost: jesteśmy cykliczni. Potrzebujemy odpoczynku nie tylko fizycznego, ale też egzystencjalnego – zanurzenia się w inny rytm, wolniejszy i bardziej zsynchronizowany z naturą niż z kalendarzem spotkań.
Wiele osób dopiero latem odzyskuje zdolność bycia „tu i teraz”. Ciało rozluźnia się, głowa przestaje kalkulować, a zmysły znów zaczynają rejestrować świat – dźwięki, zapachy, temperaturę, faktury. W tym sensie lato to coś więcej niż urlop – to możliwość powrotu do siebie. Uważna obecność, nawet krótka, działa jak wewnętrzny reset.
Filozofowie egzystencjalni pisali o tym nieco inaczej – że czas, który przeżywamy naprawdę, to ten, którego jesteśmy świadomi. Lato stawia nas wobec tego pytania w sposób szczególny: ile naszego życia rzeczywiście przeżywamy, a ile tylko mija?
Być może dlatego właśnie wakacyjne wspomnienia zostają z nami tak długo. Nie dlatego, że były spektakularne, ale dlatego, że byliśmy wtedy obecni. Pamiętamy letni zapach starego domu babci, chłód podłogi o poranku, pierwszy łyk kawy wypity przed wschodem słońca. Pamiętamy, bo wtedy byliśmy.
Warto zadbać o ten stan. Nie trzeba planować wielkich podróży ani osiągnięć – wystarczy pozwolić sobie na autentyczne bycie w świecie. Na przebywanie w przyrodzie bez celu. Na rozmowy bez telefonu obok. Na odpoczynek bez poczucia winy. Bo lato – niezależnie od wieku, doświadczeń czy planów – daje przestrzeń na coś, czego często nam brakuje: łagodność wobec siebie i świata.
To czas bez wyścigu. Czas, w którym życie nie musi być opowieścią o produktywności. Może być po prostu obecnością.
Lato, lato, lato. Bo każde lato może być tym ostatnim. Kto wie ile wakacji jeszcze doświadczymy. Ile jeszcze razy poczujemy ciepło słońca na skórze, zapach dojrzewających malin. Nie po to, by się smucić, ale po to, by naprawdę docenić ten czas – nieprzewidywalny, ulotny, a przez to bezcenny. Bo prawdziwa obecność zaczyna się wtedy, gdy wiemy, że nic nie trwa wiecznie – i właśnie dlatego warto doświadczać tego stanu.




