Metoda „Let Them”, zaproponowana przez Mel Robbins, zyskała popularność dzięki swojej prostocie i jednocześnie głębokiemu wpływowi, jaki może mieć na sposób przeżywania relacji. Choć sama Robbins nie tworzy systemu filozoficznego, to istota tej metody wpisuje się w wielowiekowe rozważania nad wolnością, relacjami i granicami. Można ją zrozumieć nie tylko jako technikę radzenia sobie z emocjami, ale jako wyraz bardziej fundamentalnego podejścia do życia – opartego na akceptacji, autonomii i odpowiedzialności.
W najprostszych słowach „Let Them” znaczy: pozwól ludziom być tacy, jacy są – nawet jeśli ich zachowanie wywołuje w Tobie rozczarowanie, złość czy smutek. Nie próbuj ich poprawiać, nie tłumacz się, nie wchodź w rolę naprawiacza. Zatrzymaj się i obserwuj. To, co zrobią, kiedy przestaniesz ich „trzymać”, mówi więcej niż ich słowa. Takie podejście może wydawać się radykalne, szczególnie w kulturze, która od wczesnych lat uczy nas dostosowywania się, zabiegania o uwagę, walki o uznanie. Tymczasem Robbins proponuje coś odwrotnego – świadome wycofanie się z mechanizmu kontroli.
Z psychologicznego punktu widzenia ta metoda uderza w sedno wielu emocjonalnych trudności: lęku przed odrzuceniem, potrzeby potwierdzenia własnej wartości oraz kompulsywnej potrzeby wpływania na innych. W rzeczywistości, duża część cierpienia w relacjach nie wynika z samych działań drugiej osoby, lecz z naszych oczekiwań wobec tego, jak powinna się zachować. Kiedy nie spełnia tych oczekiwań – pojawia się frustracja. Robbins wskazuje, że źródłem ulgi nie jest zmiana zachowania innych, lecz zmiana naszej reakcji: pozwolenie im na wybory, które podejmują, i zatrzymanie własnych prób kontrolowania narracji.
Z perspektywy filozoficznej metoda „Let Them” koresponduje z klasycznym stoicyzmem. Marek Aureliusz, rzymski cesarz i filozof, pisał: „Nie masz wpływu na to, co robią inni. Masz wpływ tylko na to, jak na to reagujesz.”
„Jeśli jesteś zraniony przez zewnętrzne okoliczności, to nie one cię ranią, ale twoje własne osądy na ich temat.” To niemal bezpośredni odpowiednik tego, co proponuje Robbins. „Let Them” nie oznacza obojętności, lecz rozróżnienie między tym, na co mamy wpływ, a tym, co leży poza nami – co jest istotą stoickiego spokoju.
Współczesna psychologia poznawcza dodaje do tego obraz neurobiologiczny: nasz mózg próbuje przewidywać i kontrolować rzeczywistość, bo daje mu to poczucie bezpieczeństwa. Kiedy zachowanie bliskiej osoby jest inne niż oczekiwane – aktywuje się układ limbiczny, odpowiedzialny za stres i reakcje obronne. W takich momentach „Let Them” działa jak świadome zatrzymanie się – jak mikromedytacja. Nie próbujemy reagować natychmiast. Zamiast automatycznego działania pojawia się świadoma decyzja: nie muszę z tym walczyć. Pozwolę temu być. Zobaczę, co to mówi o tej relacji.
W tym sensie „Let Them” to praktyka uważności. Nie oznacza zgody na przekraczanie granic – lecz pozwolenie sobie na wiedzę, kim ktoś naprawdę jest, bez zakłócania tego obrazu własnymi nadziejami i iluzjami. To także głęboki akt zaufania do siebie – że nawet jeśli ktoś się oddala, nie spełnia oczekiwań, nie odpowiada – my wciąż możemy się o siebie zatroszczyć.
Filozofia egzystencjalna dodaje jeszcze jeden wymiar: odpowiedzialność za własny wybór. Kiedy przestajemy oczekiwać, że inni będą się zmieniać dla nas, stajemy wobec pytania: czy ja chcę w tym być? To wymaga odwagi. Łatwiej żyć złudzeniem, że jeśli wystarczająco się postaramy, ktoś zacznie nas traktować lepiej. Tymczasem Robbins odcina ten mechanizm. Pozwól im pokazać, jacy są. A potem zadecyduj, co z tym zrobić – już nie z pozycji walki, ale klarowności.
W praktyce to może oznaczać koniec przeciągania relacji, która już się wypaliła. Zakończenie tłumaczenia się komuś, kto nie chce nas zrozumieć. Przerwanie potrzeby naprawiania każdego konfliktu. Nie dlatego, że nam nie zależy – ale dlatego, że przestajemy uzależniać swoje emocje od zachowań innych.
Metoda „Let Them” może na pierwszy rzut oka wydawać się chłodna, ale w rzeczywistości niesie głębokie wyzwolenie. Pokazuje, że można kochać, być obecnym i uważnym – bez potrzeby kontrolowania, bez lęku i bez oczekiwań, które zniekształcają relacje. To nie sposób na manipulację, lecz świadomy wybór: przestaję próbować zmieniać innych, skupiam się na sobie. Daję ludziom wolność, by mogli iść własną drogą.
W ten sposób „Let Them” staje się nie tylko narzędziem wewnętrznego spokoju, ale też wyrazem głębokiego szacunku – wobec innych i wobec siebie




