ZA TYCH CO ODESZLI

Za tych, co odeszli, pisze się nie z obowiązku pamięci, lecz z jej nadmiaru. Z wdzięczności, która nie mieści się w ciszy. Z potrzeby dialogu, który nie kończy się wraz z odejściem, lecz zmienia swój rytm, ton, sposób obecności. Odejście nie jest przeciwieństwem bycia – jest jego inną formą.

W podziękowaniu za dzielenie się życiem. Za to, że było możliwe „razem”, nawet jeśli na chwilę, nawet jeśli bez domknięcia. Wspólny czas nie potrzebuje długowieczności, by stać się znaczący. Czasem wystarczy jedno spojrzenie, jeden gest, jedno zdanie wypowiedziane w odpowiednim momencie. Czasem wystarczy cisza, w której coś w nas się porządkuje.

Pamięć nie jest magazynem faktów. Jest rozmową. Trwałym dialogiem, który toczymy z tymi, których już nie ma w zasięgu dłoni, ale którzy pozostają w zasięgu sensu. Rozmową bez odpowiedzi, a jednak pełną znaczeń. W tym dialogu uczymy się słuchać inaczej – uważniej, wolniej, z większą pokorą wobec tego, co nieodwracalne.

Nie nastąpiło odejście, lecz jedynie przesunięcie w czasie. Proste przedłużenie drogi w innym wymiarze rytmu. Wszyscy pozostajemy w kręgu życia – zmienia się tylko punkt obserwacji. To, co było blisko, staje się głębsze. To, co widzialne, przechodzi w obecność odczuwalną.

Czy ta strata boli tak samo?
Tak. Czasem nawet głębiej.

Nie dlatego, że jest większa, lecz dlatego, że zmienia perspektywę. Zmienia kontekst. Ukazuje się w większej całości. Staje się bardziej elastyczna, mniej ostra w jednym punkcie, bardziej rozłożona w czasie i sensie. Ale rozrywa tak samo. Nie traci swojej prawdy.

Za każdą spędzoną chwilę – tę zwyczajną i tę, która zmieniała bieg myśli. Za każdy gest – drobny, ledwie zauważalny, a jednak wystarczający, by otworzyć drzwi do odwagi, do decyzji, do zgody na własną drogę.

Współistnienie we wspólnej przestrzeni nie polegało na byciu obok, lecz na byciu w relacji, w dialogu. Przestrzeń stawała się wspólna nie dlatego, że miała granice, lecz dlatego, że miała sens. I ten sens – raz nadany – nie znika. Zmienia właściciela, przechodzi dalej, pracuje w tych, którzy zostali.

Za tych, co odeszli – nie w tonie żałoby, lecz wdzięczności. Bo wdzięczność nie domyka. Zostawia otwarte. Pozwala iść dalej, niosąc w sobie ślad spotkania, które było prawdziwe.

„Ding, dong – zegar tyka.
Ding, dong – zegar tyka.”
Tykał bardzo wyraźnie, odliczał niepoliczalne.

A my – „Jeszcze w zielone gramy” – i choć ten sens nie jest do uchwycenia ani wypowiedzenia, jesteśmy w ruchu, w kręgu życia.

Do widzenia. Do zobaczenia…

Bez zaprzeczenia straty, lecz jako jej kontynuacja. Nie w zapomnieniu, lecz w zgodzie na dalszy bieg. Bo życie – nawet dotknięte brakiem – domaga się pełni. Odpowiedzi i opowieści.

I są takie słowa, które należą do kontekstu…

„Jutro znów idziemy na całość!
Miasto będzie patrzeć twarzą oniemiałą,
bo kto widział, żeby z nocą się nie liczyć?
Na dwa głosy nagle śpiewać na ulicy,
że w tym życiu to nam jakoś życia ciągle mało.
Ciągle mało.”

Za tych, którzy współistnieli.

Dodaj komentarz

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top