„Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną” – to zdanie, zapisane tysiące lat temu, okazuje się zaskakująco trafnym opisem współczesnej relacji człowieka z technologią. Potrzeba ostatecznego punktu odniesienia nie znika, lecz zmienia swoje formy, prowadząc do nieustannego tworzenia „bogów”, którym przypisywana jest władza rozstrzygania o prawdzie. Raz przybiera ona postać metafizyki, innym razem rozumu, dziś coraz częściej – algorytmu. W tym sensie przykazanie nie tyle zamyka, ile otwiera zasadnicze pytanie: komu właściwie powierzane jest zaufanie i dlaczego tak łatwo oddaje się je temu, co obiecuje pewność.
Krzysztof Kieślowski w pierwszej części swojego cyklu Dekalog pokazuje historię, która z dzisiejszej perspektywy wydaje się niemal prorocza. Ojciec, człowiek nauki, wierzy w komputer nie jako narzędzie, lecz jako instancję niemal nieomylną. Obliczenia mają zastąpić doświadczenie, a model rzeczywistości – samą rzeczywistość. Gdy dochodzi do tragedii, nie zawodzi maszyna w sensie technicznym, lecz człowiek w sensie egzystencjalnym. Nie system jest tu źródłem błędu, lecz bezgraniczne zaufanie, jakie zostaje mu powierzone. Kieślowski nie oskarża technologii, ale odsłania moment, w którym rozum przekracza własne granice i zaczyna domagać się wiary.
Ten moment był już wcześniej rozpoznany przez filozofię. Immanuel Kant przypominał, że rozum, choć potężny, nie jest zdolny do poznania tego, co absolutne, a jego roszczenie do totalności prowadzi do złudzeń, które sam nazywał „antynomiami”. Człowiek, który zapomina o granicach poznania, wpada w iluzję, że świat jest całkowicie przejrzysty i możliwy do ujęcia w systemie. Tymczasem – jak pokazuje historia z filmu – rzeczywistość zawsze zawiera element nieprzewidywalności, który wymyka się każdej kalkulacji.
Jeszcze dalej idzie Martin Heidegger, dla którego nowoczesna technika nie jest jedynie zbiorem narzędzi, lecz sposobem ujawniania świata. W jego ujęciu człowiek zaczyna widzieć rzeczywistość jako zasób, coś do obliczenia, wykorzystania i kontroli. W tym sensie komputer z filmu Kieślowskiego nie jest przypadkowym rekwizytem, lecz symbolem pewnego sposobu bycia w świecie. Gdy wszystko staje się policzalne, zanika przestrzeń dla tajemnicy, a wraz z nią – dla pokory. Człowiek przestaje pytać, zaczyna zarządzać. I właśnie wtedy rodzi się nowy „bóg”: system, który obiecuje pełną „wiedzę”.
Dzisiejsza epoka sztucznej inteligencji jedynie radykalizuje ten proces. Algorytmy nie tylko wspomagają decyzje, ale coraz częściej je podejmują. To, co do nas dociera, jest już wcześniej wyselekcjonowane i uporządkowane. Informacja przestaje być czymś, co odkrywamy, a staje się czymś, co jest nam podawane w gotowej formie. W tej przestrzeni łatwo pomylić statystyczną trafność z prawdą, a powtarzalność z wiarygodnością. Sztuczna inteligencja działa bowiem na danych, które same w sobie bywają fragmentaryczne, obciążone uprzedzeniami lub zwyczajnie błędne. Mimo to jej odpowiedzi często przyjmujemy z zaskakującą łatwością, jakby były bardziej obiektywne niż nasze własne rozpoznanie rzeczywistości.
W tym miejscu wraca sens pierwszego przykazania, które można czytać nie jako nakaz religijny, lecz jako ostrzeżenie przed absolutyzacją czegokolwiek. „Cudzy bogowie” nie muszą mieć postaci posągów ani nawet ideologii; mogą przybierać formę interfejsu, wykresu lub modelu predykcyjnego. Każdy z nich obiecuje redukcję niepewności, a więc coś, czego człowiek pragnie szczególnie mocno. Problem polega na tym, że cena tej redukcji bywa wysoka: jest nią rezygnacja z odpowiedzialności doświadczania.
Kieślowski zdaje się mówić, że prawdziwe niebezpieczeństwo nie tkwi w narzędziach, lecz w naszej gotowości do zawierzenia im bez reszty. Filozofia tylko to potwierdza, przypominając, że rozum, technika i wiedza są niezbędne, ale nigdy nie powinny zajmować miejsca absolutu. Człowiek, który oddaje im ostatnie słowo, przestaje być podmiotem, a staje się wykonawcą decyzji, których sensu już nie kontroluje.
W świecie, który oferuje więcej odpowiedzi niż pytań, pierwsze przykazanie można odczytać jako wezwanie do zachowania wewnętrznej suwerenności. Nie chodzi o odrzucenie technologii ani o powrót do przednowoczesnej niewinności, lecz o coś znacznie trudniejszego: o umiejętność życia bez ostatecznych gwarancji. O zgodę na to, że nie wszystko da się obliczyć, przewidzieć i zweryfikować. To właśnie ta zgoda chroni przed tworzeniem nowych bogów – tych, którzy nie wymagają wiary, bo udają wiedzę.


