Człowiek od dawna marzy o wolności, lecz z niewiadomych powodów najchętniej oddaje ją przy pierwszej okazji. Wystarczy stanowczy ton, kilka pewnych zdań i mina kogoś, kto rzekomo wie lepiej. Własny osąd szybko schodzi wtedy na dalszy plan.
Wielu żyje tak, jakby rozum był dodatkiem opcjonalnym, a instrukcja obsługi spoczywała w rękach otoczenia. Sąsiadka rozstrzyga, co wypada. Wujek tłumaczy, co się opłaca. Kolega po czasie dokładnie objaśnia, jak należało postąpić. Najwięcej odwagi mają ci, którzy niczym nie ryzykują. Ty natomiast, choć to twoje życie, nierzadko zostajesz jedynie wykonawcą cudzych sugestii.
Jest w tym coś komicznego. Człowiek latami zbiera doświadczenia, płaci za błędy, uczy się siebie, a potem potrafi unieważnić własne wnioski jednym zdaniem kogoś spotkanego przypadkiem. Cudza opinia bywa ważniejsza niż pamięć, intuicja i rozum. To tak, jakby właściciel domu pytał przechodniów, gdzie postawić ściany.
Najchętniej doradzają ci, którzy najmniej odpowiadają. Doradców jest wielu, chętnych do słuchania jeszcze więcej. To jedyna wycieczka, na której przewodnik i grupa równie słabo znają trasę. Ludzie z upodobaniem urządzają cudze życie, ale zwykle nie mieszkają we własnym.
A przecież konsekwencje zawsze wracają do właściciela decyzji. To ty będziesz mieszkać w wybranym mieście, pracować w przyjętej pracy, budzić się obok wybranego człowieka i spłacać raty cudzej rozwagi. Doradcy znikają szybko. Odpowiedzialność ma znacznie lepszą pamięć.
Bo prawda jest prosta: lustro to jedyne miejsce, w którym naprawdę warto szukać akceptacji. Reszta to publiczność – a publiczność ma to do siebie, że prędzej czy później i tak wychodzi w trakcie spektaklu. Samodzielność jest wymagająca – trzeba myśleć. Nic dziwnego, że ma tylu przeciwników. Niesie też ryzyko pomyłki, podczas gdy zależność daje komfort wspólnej kompromitacji.




