Mówi się, że czasy są dynamiczne. Zdanie wraca z taką regularnością, że dynamika zaczyna wyglądać nie na cechę konkretnego momentu, lecz na stały składnik każdej teraźniejszości. Dynamiczne były lata dziewięćdziesiąte. Dynamiczna była pierwsza dekada nowego wieku. Potem przyszły kryzysy, wojny, migracje, kolejne technologie. Każdy okres znajduje własne dowody na to, że właśnie teraz rzeczywistość przyspieszyła – i chyba w tym akurat ma rację.
Przyspieszenie zewnętrzne łatwo zauważyć, bo zostawia po sobie mierzalne ślady: liczbę połączeń, podróży, wiadomości, decyzji. Informacja potrzebuje sekund, żeby znaleźć się po drugiej stronie świata. Odległość przestała być przeszkodą dla wielu rodzajów pracy. Rzeczy, które jeszcze niedawno wymagały kilku dni, mieszczą się dziś pomiędzy dwiema wiadomościami w telefonie. To wszystko prawda i to wszystko da się policzyć.
Nie da się jednak policzyć, w jakim tempie kto właściwie żyje.
Czas zegara jest demokratyczny – każdemu wydziela tę samą godzinę. Czas przeżywany już taki nie jest. Potrafi gęstnieć, rozciągać się, znikać bez śladu. Kilka miesięcy zostawia czasem po sobie więcej niż kilka lat, a jeden dzień wypełniony działaniem może w pamięci ważyć więcej niż cały tydzień pozornego spokoju. Henri Bergson rozdzielił to ponad sto lat temu na czas odmierzany i czas trwający – durée, którego nie sposób podzielić na równe jednostki bez utraty czegoś istotnego. Minuta zegara ma zawsze sześćdziesiąt sekund. Minuta człowieka nie ma stałej długości – zależy od uwagi, emocji, pamięci, szybkości myślenia. Nie ma jednego wewnętrznego rytmu, który działałby identycznie u wszystkich i w każdej sytuacji.
To komplikuje popularną opowieść o „szybkim życiu”, bo szybko może znaczyć bardzo różne rzeczy. Może oznaczać przeciążenie – kolejne zdarzenia odbierają możliwość zatrzymania uwagi na którymkolwiek z nich, wszystko przelatuje obok, nic się nie zapada. Ale bywa też intensywność, która nie rozprasza, tylko organizuje. Ruch, który zamiast zabierać energię, gromadzi ją wokół następnego działania. Są ludzie zmęczeni nadmiarem. I są ludzie zmęczeni bezruchem – tacy, dla których dzień bez punktu odniesienia jest cięższy niż dzień gęsty od zadań.
Jest jeszcze inny rodzaj dynamiki, trudniejszy do uchwycenia, bo nie przychodzi z zewnątrz. Nie jest odpowiedzią na tempo epoki ani koniecznością nadążania za czymkolwiek. Powstaje po stronie człowieka. To on inicjuje zdarzenia, wybiera następny punkt, otwiera kolejne przestrzenie. Dla jednych nadmiar możliwości jest hałasem, który trzeba ograniczyć. Dla innych możliwość sama uruchamia ruch. Nie tyle odpowiadają na tempo rzeczywistości, ile wnoszą do niej własne.
Henri Cartier-Bresson, jeden z najważniejszych fotografów XX wieku, pracujący przede wszystkim niewielką Leicą, mówił o fotografowaniu jako o ustawieniu głowy, oka i serca w jednej linii. Nie o spokoju. Nie o zatrzymaniu. O linii.
W jego fotografiach prawie nic nie stoi w miejscu. Ludzie biegną, przechodzą przez ulice, odwracają głowy, znikają z kadru, zanim zdążą się w nim zadomowić. Słynny „decydujący moment” nie polegał na zatrzymaniu świata – polegał na wejściu w jego tempo z taką precyzją, by przez ułamek sekundy znaleźć się dokładnie tam, gdzie trzeba. Ruch i skupienie nie muszą się wykluczać. Czasem jedno jest warunkiem drugiego.
Z tej perspektywy granica między spokojem a intensywnością przestaje przebiegać tam, gdzie zwykle jej szukamy. Człowiek może poruszać się szybko bez poczucia pośpiechu. Pośpiech pojawia się wtedy, gdy własny rytm i rytm zdarzeń przestają się spotykać. Sama prędkość jeszcze o niczym nie przesądza.
Są miejsca, w których pustka, cisza i niewielka liczba ludzi zdają się same z siebie opowiadać o zwolnieniu. Rzeczywiście, taki krajobraz potrafi odjąć część napięcia – mniej bodźców zmienia sposób patrzenia, a odległości między punktami nie da się skasować jednym ruchem palca po ekranie.
Ale ta sama przestrzeń nie robi ze wszystkimi tego samego. Jednego zatrzymuje. Innego uruchamia.
Cisza pozostaje ciszą, droga odległością, pustka wolnym miejscem.
Cała reszta zaczyna się po stronie człowieka.
Jeśli ten artykuł był dla Ciebie wartościowy i chcesz, aby O Zmierzchu i Świcie mogło nadal publikować niezależne teksty, możesz wesprzeć Fundusz Rozwojowy Magazynu.
Więcej informacji znajdziesz na stronie O MAGAZYNIE .
Treści publikowane w magazynie „O Zmierzchu i Świcie” mają charakter edukacyjny i popularnonaukowy. Nie stanowią porady medycznej, psychologicznej ani dietetycznej i nie zastępują konsultacji z lekarzem lub innym wykwalifikowanym specjalistą.




