O ZMIERZCHU
I ŚWICIE
MAGAZYN KULTURALNY
ISSN 3071-9445
FB IG

PETER MAX. CZŁOWIEK, KTÓRY POKOLOROWAŁ AMERYKĘ

Trudno znaleźć drugiego artystę, którego obrazy tak skutecznie wydostały się z ram. Peter Max malował płótna, ale jego słońca, planety, gwiazdy i unoszące się w przestrzeni postaci szybko zaczęły żyć gdzie indziej: na plakatach, znaczkach pocztowych, ubraniach, okładkach magazynów, samolotach, samochodach i statkach. Pod koniec lat 60. nie trzeba było znać jego nazwiska, żeby znać jego obrazy. Wystarczyło patrzeć.

Peter Max zmarł 14 września w Nowym Jorku. Miał 88 lat. Pozostawił po sobie znacznie więcej niż charakterystyczny styl. W dużej mierze współtworzył wizualne wyobrażenie epoki, którą dziś pamiętamy poprzez eksplozję koloru, psychodelię, fascynację kosmosem i przekonanie, że przyszłość może wyglądać zupełnie inaczej niż przeszłość.

Jego własna historia zaczęła się jednak daleko od kolorowej Ameryki.

Urodził się w 1937 roku w Berlinie jako Peter Max Finkelstein. Był dzieckiem żydowskiej rodziny, która opuściła nazistowskie Niemcy. Rodzina znalazła schronienie w Szanghaju, gdzie Max spędził znaczną część dzieciństwa. Później był Izrael, krótki pobyt w Paryżu i wreszcie, w 1953 roku, Nowy Jork. Ta geografia ma znaczenie. Zanim stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców amerykańskiej kultury wizualnej, przez pierwszych kilkanaście lat życia właściwie nieustannie zmieniał kraje i kontynenty.

W Nowym Jorku uczył się malarstwa, ale zawodowo wszedł w świat grafiki. To właśnie tam wydarzyło się coś, co później określiło całą jego karierę: sztuka spotkała się z reprodukcją.

Max zrozumiał potencjał obrazu, który nie istnieje tylko jako jeden przedmiot. Może zostać powielony, wydrukowany, przeniesiony na inną powierzchnię i zobaczony przez miliony ludzi. W latach 60. jego studio tworzyło grafikę komercyjną i reklamową, a on sam rozwijał język wizualny złożony z intensywnych barw, płynnych linii, kosmicznych przestrzeni, profili ludzkich twarzy, kwiatów, gwiazd i charakterystycznych słońc. Jego język wizualny wyrastał z psychodelii, pop-artu i fascynacji erą kosmiczną.

Moment był idealny.

Ameryka patrzyła w kosmos, kontrkultura podważała dotychczasowy porządek, muzyka zmieniała sposób życia całego pokolenia, a druk pozwalał obrazom podróżować szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Max nie obserwował tego świata z boku. Dostarczył mu jednego z najbardziej rozpoznawalnych języków wizualnych.

W 1969 roku wydarzyło się coś niezwykłego: to nie jego dzieło, lecz sam Peter Max znalazł się na okładce „Life”. Artysta stał się częścią kultury celebryckiej. Jego nazwisko funkcjonowało jak marka, a jego estetyka była już obecna daleko poza galeriami.

I właśnie tutaj jego historia robi się najciekawsza.

Bo Peter Max nigdy specjalnie nie pilnował granicy między „wysoką” sztuką a kulturą popularną. Robił dokładnie odwrotnie: konsekwentnie ją zacierał.

Projektował amerykańskie znaczki pocztowe. Tworzył materiały związane z wydarzeniami sportowymi. Był oficjalnym artystą pięciu Super Bowls, mundialu w 1994 roku i reprezentacji USA podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie w 2006 roku. Pokrył własną sztuką Boeinga 777 Continental Airlines. Jego obrazy pojawiły się na kadłubie statku wycieczkowego Norwegian Breakaway i samochodzie NASCAR.

Dla części świata sztuki ta wszechobecność była problemem. Max był niezwykle komercyjny. Jego prace reprodukowano masowo, a nazwisko licencjonowano na skalę, która znacznie bardziej przypominała funkcjonowanie globalnej marki niż tradycyjnej pracowni artysty.

Tyle że właśnie w tym tkwi paradoks jego kariery.

Można dyskutować o artystycznej wartości tysięcy reprodukcji, produktów i późniejszych realizacji. Znacznie trudniej zakwestionować skalę jego wpływu. Max zrozumiał coś, co dziś wydaje się oczywiste: obraz może stać się częścią zbiorowej wyobraźni właśnie dlatego, że przestaje być rzadki.

Jego sztuka była wszędzie.

A kiedy obraz jest wszędzie wystarczająco długo, zaczyna robić coś jeszcze – przestaje jedynie przedstawiać swoją epokę i zaczyna wpływać na to, jak ta epoka zostanie zapamiętana.

Dlatego dziś, patrząc na charakterystyczne kosmiczne pejzaże Maxa, trudno oddzielić je od naszego wyobrażenia końca lat 60. i początku 70. Te słońca, tęcze, planety i nasycone kolory wyglądają jak wspomnienie tamtego czasu, nawet dla ludzi, którzy urodzili się wiele lat później.

Peter Max nie namalował lat sześćdziesiątych.

Pomógł stworzyć ich kolor.

Źródło / więcej informacji

Norwegian Breakaway, 2013. Photo: Murgatroyd49, CC BY 4.0.
Peter Max, Expo ’74, postage stamp, 1974. USPS. Public Domain.

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie wartościowy i chcesz, aby O Zmierzchu i Świcie mogło nadal publikować niezależne teksty, możesz wesprzeć Fundusz Rozwojowy Magazynu.

Więcej informacji znajdziesz na stronie O MAGAZYNIE .

ZASTRZEŻENIE

Treści publikowane w magazynie „O Zmierzchu i Świcie” mają charakter edukacyjny i popularnonaukowy. Nie stanowią porady medycznej, psychologicznej ani dietetycznej i nie zastępują konsultacji z lekarzem lub innym wykwalifikowanym specjalistą.

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top